czwartek, 11 września 2014

Ciepłe lody, czyli idealny nawilżacz do ciała!

Cześć, co u Was słychać? Mam nadzieję, że jesienna pogoda nie daje Wam mocno w kość!
Dzisiaj kosmetycznie - zobaczcie co w ostatnich dniach podbiło moje serce!


Mowa o nawilżającym sorbecie do ciała marki Venus, który ma walczyć z cellulitem i wykopać go z pośladków i ud! Oczywiście, nie czarujmy się, siedzenie przed telewizorem z miską chipsów (uwielbiam!!) i używanie jedynie takiego kosmetyku nie sprawi, że pozbędziemy się pomarańczowej skórki, ale warto próbować! A jak już połączymy codzienne smarowanie ciała z paroma przysiadami i umiarem w diecie, to efekty mogą być całkiem niezłe. 


Używam naprawdę sumiennie - przed każdymi ćwiczeniami smaruję pośladki, uda i brzuch (podczas wysiłku poprawia się krążenie krwi, kosmetyki powinny lepiej się wchłaniać i działać, więc jeśli cokolwiek ma ruszyć mój cellulit to tylko wtedy!) i przed snem (naiwnie wierząc, że to coś da;))


Czy wnika w głąb tkanek? Chyba tylko tkanki raczą wiedzieć! Z listy tego, co obiecuje nam producent na pewno zgodzę się z długotrwałym nawilżeniem, poprawioną sprężystością skóry oraz lekką konsystencją i pięknym owocowym (cytrusowym!) zapachem.


Wyjaśnijmy sobie w końcu skąd tytuł posta - ciepłe lody? Ba, gorące wręcz! Sorbety kojarzą mi się z latem, z orzeźwieniem, chłodem - są to po prostu najpyszniejsze lody na świecie! Jednak venusowski sorbet ma działanie rozgrzewające! Bardzo rozgrzewające! Nie ma w tym nic złego wiele kosmetyków antycellulitowych zawiera kapsaicynę, która rozgrzewa skórę, ale zupełnie nie spodziewałam się takiego efektu po sorbecie. Jeżeli chcecie spróbować - przygotujcie się na ciepłe lody!


Konsystencja jest już jednak bardziej sorbetowa - lekka, pół żelowa, szybko się wchłaniająca. Produkt jest rzeczywiście wydajny - używam go od trzech tygodni i mam wrażenie, że nic nie ubyło z tubki.


Dla ciekawskich jeszcze skład.



Podsumowując:
  • nie wymagam od takich kosmetyków usunięcia cellulitu, ale wierzę, że mogą one współgrać z dietą i ćwiczeniami
  • produkt świetnie nawilża, napina i ujędrnia skórę
  • ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, jest wydajny
  • rozgrzewający efekt - w ostatecznym rozrachunku na plus - przecież jesienne, chłodne wieczory już nadchodzą, ale nadal trochę kłóci się to z letnią, wakacyjną nazwą
  • niska cena - tuba o pojemności 200ml kosztuje 10 - 15 zł (w zależności gdzie kupujecie)
Ciekawa jestem czy któraś z Was używała tego kosmetyku i jakie są Wasze wrażenia? Albo może macie swoich innych ulubieńców? Dajcie znać!


Produkt dostałam w prezencie na spotkaniu z marką Venus, jednak nikt mnie nie prosił/zmuszał/zachęcał do przygotowania recenzji, nikt też nie narzucał mi swojego zdania - także, wszyscy możemy spać spokojnie! ;)

czwartek, 4 września 2014

Skórzany lakier do paznokci? Wibo - lakier imitujący efekt skóry.

Ostatnio półki z lakierami do paznokci pełne są nowych wynalazków. Jeden z nich kupiła moja Mama - po prostu wybrała odcień lakieru i z pośpiechu nie doczytała informacji znajdujących się z tyłu buteleczki. Jak się okazuje warto tam jednak zajrzeć. W ofercie Wibo znalazłam jakiś czas temu lakier z tajemniczym dopiskiem, że stosować możemy jedynie na sztucznych paznokciach (nadal nie wiem dlaczego.. gdzieś trafiłam na newsa, że chodzi o pigmenty, które nie są dopuszczone do użycia na terenie UE - sama nie wiem jaka jest prawda, jednak cieszę się, że nie próbowałam tego dziwadła na własnych paznokciach) Dzisiaj pokażę Wam kolejne cudo...


Piękna czerwień, odcień nr 2. Pewnie dla wielu z Was nie jest już niespodzianką, że jest to...


Nie pozostało mi nic innego jak spróbować. Efekt?


Wygląda jak popularne już lakiery piaskowe. Chropowaty w dotyku. Coś pomiędzy delikatnym papierem ściernym a zamszem.


Schnie momentalnie, do pełnego krycia potrzeba tylko jednej warstwy, Ciekawe jest też jego wykończenie - ani błyszczące, ani matowe. Może trochę satyna? Ładnie załamuje się na nim światło i to chyba jedyne moje skojarzenie ze "skórzanym" efektem.


Efekt totalnie nie dla mnie. Jestem zdecydowanie fanką klasycznych, kremowo - błyszczących paznokci. Dlatego lecę po zmywacz i wrócę do moich sprawdzonych lakierów. 

Lakiery marki Wibo uwielbiam. Są bardzo dobrze dostępne (każdy Rossmann), kosztują niewiele (przeważnie ok 6zł), mają ciekawe kolory i na moich paznokciach super się utrzymują. Jeżeli lubicie takiego typu wykończenia, może warto spróbować? 


*mam małą manię paznokciową - uwielbiam, kiedy po pomalowaniu, między lakierem a skórkami nie ma ani milimetra wolnego miejsca ;) Dlatego najczęściej malując paznokcie brudzę sobie skórę wokół nich. Łatwo to wyczyścić, myjąc dokładnie dłonie, kiedy lakier dobrze wyschnie albo podejmując wyzwanie ogarnięcia zlewu pełnego naczyń. Na zdjęciach widać moje niedoróbki - no dobra, próbowałam to trochę wyretuszować, ale nie ma to sensu. Nikt nie jest doskonały. Tak przy okazji - Wy też macie jakieś swoje paznokciowe nawyki i dziwactwa jak ja? 





środa, 3 września 2014

Jak oszczędzać? Jak mieć więcej pieniędzy?

Który to już raz piszę posta obiecując, że będą pojawiały się one regularnie? Nie chcę wiedzieć! Postanowiłam jednak dać sobie (i Wam) kolejną szansę - trzymajcie kciuki! Blog się przyda - będzie niezłym uzupełnieniem kanału, spraw jakie już w moich filmach wspólnie poruszamy i miejscem na te tematy, na które nie mam czasu, żeby poświęcić im osobne nagranie. Zaczynamy!

Jedna z Was zapytała mnie jakie mam sposoby na oszczędzanie - i wiecie co? To całkiem ciekawy temat! Koniecznie napiszcie jak to jest w Waszym przypadku, jestem pewna, że macie swoje sprawdzone sposoby jak zaoszczędzić parę groszy!

Chyba na samym początku powinnam się przyznać, że ja... nie oszczędzam! Wiem ile pieniędzy każdego miesiąca mam do dyspozycji i w tej kwocie muszę się zmieścić. To chyba najważniejsza zasada - zastanów się jaką kwotę możesz wydać i zrób wszystko, żeby na nic nie zabrakło.

Najwięcej środków przeznaczam chyba na jedzenie. Lubię gotować, lubię smaczne potrawy, więc siłą rzeczy codziennie bywam w sklepie spożywczym. I tu ciekawostka - jeśli robisz zakupy codziennie jesteś w grupie osób zamożnych! ;) Coś w tym jest, bo w ten sposób łatwiej gospodarować zawartością lodówki - kupując mniej, ale każdego dnia, zmniejszasz ryzyko, że jedzenie się po prostu zmarnuje i wyląduje w koszu! W moim przypadku większe zakupy obejmują tylko produkty suche (mąki, makarony, kasze) i wszystko co da się zamrozić i mieć na zapas. Ważne jest jednak, żeby zbytnio jedzenia nie magazynować, pilnować dat ważności/świeżości tego, co już macie. Świetnym rozwiązaniem jest wychodząc na zakupy zrobić nie tylko listę tego, co jest Wam potrzebne (tradycyjnie na kartce, czy w telefonie) ale też zapamiętać co już posiadacie - albo prościej - zrobić zdjęcie zawartości lodówki! :)

Inaczej się ma sprawa z kosmetykami - tutaj wychodzę z założenia, że są one po to, żeby je zużywać. Zupełnie nie mam oporów przed tym, żeby wlać do kąpieli pół butelki płynu naraz ;) Prawda jest taka, że znam tyle tanich i dobrych kosmetyków (po więcej odsyłam na mój KANAŁ), że jeśli coś mi się skończy, wydam jedynie kilka złotych na kolejne opakowanie. Wiem, że jest wiele osób, które twierdzą, że lepiej odłożyć więcej pieniędzy i kupić coś drogiego a w efekcie podobno lepszego, wydajniejszego... ale zawsze się wtedy zastanawiam jak to w praktyce zrobić? Jeśli jest nam potrzebne coś na teraz i już, to kupujemy taki kosmetyk, którego cena mieści się w naszym budżecie. Chyba nikt nie zrobi sobie kilkumiesięcznej przerwy w stosowaniu kremu, tylko po to, żeby odłożyć na jakiś drogi, luksusowy.. Dajcie znać jak to jest u Was?

Często też powtarzam, że kosmetyki nie są (jeszcze ;)) na tyle inteligentne, żeby wiedzieć na jaką część ciała je nakładamy! Dlatego kiepski balsam/krem wylądować może na stopach czy dłoniach a kiepski krem do stóp na łydkach - to i to noga! ;) Nie ryzykowałabym jednak nakładania na twarz, szczególnie okolice oczu, kosmetyków nie przeznaczonych w te rejony.

Chyba ostatni punkt to ubrania, buty, dodatki. Oczywiście najlepszym czasem na duże zakupy są wyprzedaże - jeśli muszę kupić coś poza sezonem przecen często zaglądam do osiedlowych sklepików, stoisk gdzie znajdziemy "chińszczyznę". To co kupuję ma spełniać moje oczekiwania (wykonanie, materiał) a niekoniecznie posiadać metkę. Po prostu ciuch trzeba obejrzeć i zastanowić się czy jest warty tego, żeby zajmował cenne miejsce w szafie. Na szmatę można trafić i na bazarze i w markowym sklepie. 

Lumpeksy to temat rzeka - są oczywiście ich zwolennicy i przeciwnicy, ale jeśli można tam upolować fajną kieckę za 3 zł to dlaczego nie ;)

Ogromne znaczenie ma również to jak o ubrania dbamy - sposób prania, prasowania, przechowywania - wszystko ma wpływ na to, czy sweter będziemy nosić jeden sezon czy 5 lat! Ale do tego tematu jeszcze za jakiś czas wrócimy!

Także tak wygląda moje podejście do oszczędzania a raczej prób gospodarowania budżetem. Warto chyba dodać, że każdy mój zakup jest przemyślany pod kątem tego, czy rzeczywiście mam potrzebę posiadania właśnie tej rzeczy ale zawsze znajdzie się miejsce na coś ekstra - prezent dla samej siebie i chwilę przyjemności!

Czekam na Wasze komentarze! Bardzo chętnie podpatrzę coś u Was!
Mam też nadzieję, że drobne zmiany wizualne na blogu i jego odświeżenie Was cieszy - czekam na wszystkie uwagi i sugestie :)

kajmanowa