poniedziałek, 13 stycznia 2014

Wyniki konkursu!

Oj, jak dobrze, że nie postanowiłam sobie w tym roku regularnie pisać na blogu, bo już bym poległa! Ale jak wiecie, miniony rok był dla mnie okropny, a nowy zaczął się naprawdę strasznie. Jakoś mnie to wszystko demotywuje do działania.. Na dodatek zgłoszeń konkursowych było grubo ponad setkę, a ja każde z nich wnikliwie czytałam! Stąd też wyniki pokazują się tak późno - najważniejsze jednak, że są! :)Postanowieniami noworocznymi większości z Was jest realizowanie marzeń o podróżach i dbanie o sylwetkę - nie wiem czy nie narzuciłam Wam tematu nagrodami jakie przewidziane zostały w konkursie - nie mniej jednak, jeśli chociaż jedna z Was zrealizuje postanowienia, będę szczęśliwa, że się do tego przyczyniłam!

Jeden komentarz szczególnie przypadł mi do gustu, jest nietuzinkowy, oryginalny, kreatywny! Dlatego miło mi ogłosić, że zwyciężczynią konkursu zostaje Agata Sledziona, która złapała mnie za serce takim oto wpisem:  

Moim postanowieniem noworocznym jest prowadzenie pięknej, własnoręcznie robionej kroniki rodzinnej, która uwieczni wszystkie wspaniałe momenty w naszej rodzinie. Czas tak szybko pędzi i tak wiele rzeczy nam umyka! Będę robić zdjęcia, zapisywać skrupulatnie najmilsze, najśmieszniejsze, najbardziej zaskakujące, a także te pozornie banalne, codzienne, bliskie sercu wspomnienia. Myślę, że będzie to wspaniałą pamiątką dla potomnych. Wyobrażam sobie, że za kilkanaście/dziesiąt lat usiądziemy sobie naszą gromadką przy kominku i z uśmiechem powspominamy. 

Gratuluję! Proszę o wiadomość prywatną za pośrednictwem YT z Twoim adresem a pozostałym życzę szczęścia w kolejnych konkursach! 

wtorek, 3 grudnia 2013

Ależ dyskusja!


Dziękuję za tak zażartą dyskusję pod ostatnim wpisem. Aż sama nie wierzę, że wywołałam takie kontrowersje, ale dzieje się! A ja się z tego tylko cieszę. Wypłynęło parę naprawdę ciekawych tematów, które oczywiście podjąć muszę, bo inaczej nie byłabym sobą. 

1. Powinnaś załatwić to prywatnie.
Może i powinnam. Ale impulsywny ze mnie typ. Już mi przeszła zabawa w zbawianie świata, dlatego nie mam ochoty i czasu uświadamiać każdej firmy, która do mnie pisze, że tak się nie robi. Mam jednak ochotę pokazać Wam, że takie kwiatki się zdarzają. I nie, nie po to, żebyście mnie całowali po łapach, jaka jestem uczciwa i prawa i w ogóle dajcie mi medal. Ale najzwyczajniej po to, żeby wyładować złość. I po to, żebyście oglądając recenzję na moim kanale mogli pomyśleć "chyba mogę jej zaufać, skoro nie zgadza się na wszystko co jej dają"

2. Przecież mogłaś się dogadać, albo dopytać. 
Pewnie, że mogłam. I jestem więcej niż pewna, że zgodzono by się na moje warunki. Zawsze zaczyna się od tego co nam najbardziej odpowiada, żeby mieć pole do negocjacji. Nie miałam jednak na to najmniejszej ochoty. Jak coś się źle zaczyna, to najczęściej tak samo się skończy. 

3. Ale co w tym złego? Nie ma tu nic złego...
Pojmujemy świat inaczej, to już wiem. Nie czytamy ze zrozumieniem, to tylko podejrzewam. Dla mnie podejście - rzetelna recenzja, czyli wypełnisz ankietę i jeśli wynik będzie pozytywny nagraj film jest nie do przejścia. Skoro Wam to nie przeszkadza, to od dzisiaj moje filmy wyglądać będą tak...

Cześć! Witam w nowym filmie! Dzisiaj zapraszam Was na recenzję kosmetyków ze sklepu XX. Przedstawię Wam kilka produktów, które są fantastyczne! Był też jeden, od którego zeszła mi skóra, drugi, od którego spuchła mi twarz, aaa i jeden wypalił mi dziurę we włosach. Ale nie martwcie się, o tym Wam nie powiem, nie powiem bo nie mogę. Ale to nic złego, nie? Jak na nie traficie to się przekonacie które to, hihi.

Oczywiście przejaskrawiam. Bo jestem naładowana złością. I jak ktoś z Was zauważył - rzadko zdarzają się silne reakcje alergiczne, albo to, że ja ją miałam nie oznacza, że będziecie mieć ją Wy. 
Racja, ale nie po to ktoś, kiedyś walczył o wolność słowa, żebym chciała tak to przekreślać.

4. Nikt nie kazał Ci kłamać.
Nie mówienie o tym co nie fajne, czyli zatajanie prawdy jest dla mnie równoznaczne z kłamstwem. Koniec i kropka. 

5. Hajs, i czy to w końcu jest za darmo.
Hajsiwo to coś, o czym lubicie rozmawiać. Wydaje się Wam chyba, że zrobię dla niego wszystko. A ja tylko rozróżniam współpracę z vlogerem od reklamy za którą się płaci. Płaci się telewizji, czy gazecie, nie mnie, bo ja nie reklamuję, ja testuję. Jeśli ktoś nie widzi w mojej recenzji miejsca na to, co było bublem, to niech się zgłosi do TVNu, nie do mnie. 

To czy dostaję coś za darmo czy nie pozostawiam Waszej opinii - w moim odczuciu płacę za to co do testów dostałam swoją pracą włożoną w całe przygotowanie recenzji. Oczywiście robię to co lubię, ale to tylko moje szczęście, że mam przyjemność, zabawę i korzyść połączoną w jedno. 

Oczywiście nie uogólniam, nie każdy z Was miał takie zdanie. Bardzo dziękuję za dyskusję - wiele się nauczyłam o sobie i o Was. Co z tego wyciągnęłam to moje. 



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Tak się nie współpracuje proszę Pana!

Dzisiaj będę wredna. A raczej zawsze jestem, ale nie o tym dzisiaj! Jak wiecie, oprócz tego, że ubarwiam Wam dzień (a i czasami nudzę;)) moimi wywodami urodowo - kosmetyczno - jakimiś, to również staram się Wam pokazać mój świat od kuchni. Takim, jakim on jest.

O współpracach mówiłam nie raz - otwarcie i wprost. Ostatnio sama zaczęłam się cieszyć z tego, jakie ciekawe trafiają się propozycje, jak firmy/ich przedstawiciele nauczyli się nas traktować fair i po ludzku, zamiast widzieć w nas darmowy nośnik reklamowy. Ale nie chwal dnia przed zachodem słońca, prawda?

Pokażę Wam maila jakiego niedawno otrzymałam. (Poziom mojej wredoty chyba spada, bo postanowiłam ocenzurować dane Pana, który jest nadawcą wiadomości)


Może i stwierdzicie, że jestem przewrażliwiona, albo wręcz przeciwnie - wyrachowana, bo chcę, żebyście myśleli jaka fajna jestem, że się na takie warunki nie zgodziłam. Ale prawda jest taka, że po prostu lubię być z Wami szczera i co najważniejsze - chcę poznać Wasze zdanie na temat tego maila.

Oczywiście mogłabym odpisać, dopytać, może negocjować. Nie wiem co to za firma/sklep, może zgodziliby się na normalne warunki, bez tego durnego wymogu nie podoba się - nie mów! Ale szczerze? Nie chcę mi się. Niby mężczyznę ocenia się po tym jak kończy, ja jednak, po takim początku do finału dotrzeć nie mam ochoty.

Nie rozumiem też tej presji sklepów internetowych do oceniania produktów jakie sprzedają. Niech mają ok datę ważności, niech nie będą używane, niech będą oryginalne. Ale kosmetyk może mi się nie spodobać zarówno kupiony online jak i prosto z półki drogerii. Bardziej liczy się dla mnie w takim przypadku kontakt, czas wysyłki, sposób zapakowania paczki. Ale co ja tam wiem, jestem głupia i się nie znam.

Pamiętajcie też, że jeśli u jakiejś innej vlogerki zobaczycie recenzję kosmetyków z jakiegoś nowego sklepu internetowego i skojarzycie ją z moim postem - nie wieszajcie na niej psów. Mogła się po prostu dogadać, albo dostać zupełnie inną ofertę niż ja.

Dajcie mi znać co o tym wszystkim myślicie! Dla mnie warunek jak się nie podobało o tym nie wspominaj przekreśla wszystko...

kajmanowa

piątek, 29 listopada 2013

Tata, czyli trudne sprawy!

Dzisiaj pół - prywatnie, pół - intymnie, rodzinnie a na pewno dla Was zaskakująco. Czyli odpowiedź na najczęściej zadawane pytanie: czy Twój Tata zagrał w Trudnych Sprawach? 


Mój Tata jest artystą. Artystą, dla którego świat jest inspiracją, smakiem i barwą. Za moją namową prowadzi swój kanał na YouTube https://www.youtube.com/user/AdamMarkRazik na którym powstają jego obrazy w akompaniamencie anegdot i sporej dawki "malarskiej" wiedzy.

Dla mnie, jest osobą szalenie ciekawą i często zaskakującą. Dla Was z pewnością będzie kimś intrygującym i oryginalnym. Więc kiedy usłyszałam, że przeszedł casting do... Trudnych Spraw... złapałam się za głowę. Myślałam tylko o tym co to będzie i jak tu się nie przyznawać do całej tej trudnej sprawy ;)
Jednak kocham moich rodziców całym sercem i nigdy w życiu żadnego z nich bym się nie wyrzekła. Ba! Kiedy emocje mi opadły, zaczęłam być dumna i pełna podziwu. Ja chyba nie potrafię z taką łatwością dążyć do spełniania moich marzeń. A przecież każdy z nas je ma!

Dlatego oficjalnie donoszę: tak, mój Tata wcielił się w rolę Henryka w 385 odcinku Trudnych Spraw. I wiecie co? Oglądałam to kilka razy, ciągle z uśmiechem (i śmiechem na ustach!) i wiarą w to, że marzenia się spełniają!

niedziela, 24 listopada 2013

Nie wszystko złoto co się świeci...

Dzisiaj o złocie, więc i o brwiach. Bo za piękne brwi nie jedna z nas oddałaby miliony monet (złotych oczywiście!). Może właśnie dlatego brązowy żel stylizujący do brwi marki Wibo okazał się... złoty! 

Podczas zakupów na 40% wyprzedaży w Rossmannie do koszyka wrzuciłam również to cudo. 
cena promocyjna 5,69zł



Nie zraziło mnie ani nadszarpnięte opakowanie, ani nawet data ważności, na którą (przyznając się szczerze) nie zwróciłam uwagi...




No ale pokaż kotku co masz w środku...



Tak to wygląda na dłoni... Wyraźny złoty blask. Po co w żelu utrwalającym brwi? Nie wiem... Widać go również na brwiach - w słońcu, czy podczas poruszania głową! Może pokażę Wam to kiedyś na jakimś nagraniu, bo na zdjęciu nie udało mi się tego uchwycić.



Podsumowując: wydałam prawie 6zł (regularna cena ok 10) na kosmetyk, którego nie będę używać, bo ma okropną perłowo - złotą poświatę. Ba! Nawet gdybym miała ochotę go wykorzystać to mam na to
2 miesiące, później musi powędrować do kosza. 

Niby nie wydałam majątku, ale jest mi po prostu przykro. Czuję się trochę oszukana. 





wtorek, 5 listopada 2013

Czas się przyznać...

Każda z nas to robi. Każda. W ciemnym pokoju, pod osłoną nocy, kiedy domowników brak... Ukradkiem, zasłaniając wcześniej okna, grzeszymy! Ty też! Wiem to. Ale, czas się przyznać.. Kiedy, jak często i z kim...

Czyli czas na urodowe grzechy!

1. Panda! 
Demakijaż jest dla mnie niezwykle ważny. Mam wrażenie, że kiedy zmyję z siebie podkład i puder dopiero wtedy skóra zaczyna oddychać (i wtedy zawsze zastanawiam się po co ja ją w ogóle zasłaniam całym tym dziadostwem..;)) Ale w kwestii demakijażu oczu jestem mega leniem... Potrafię pójść spać z rozmazanym, nie do końca zmytym tuszem do rzęs. Ba! Nawet rano powitać tak listonosza, czy mojego chłopaka.

2. Nie da się nie oderwać!
Lakier, lakier, ah ten lakier na paznokciach (u dłoni na szczęście! ;)) Kiedy tylko odpryśnie, pojawi się odrost, zaczynam swój rytuał... Rwanie, gryzienie, zdzieranie. Zmywacz mógłby nie istnieć. A ile się przy okazji, nieświadomie nażarłam lakieru? Wolę nie wiedzieć!

3. Ta ostatnia niedziela...
...czyli kiedy powoli zbliżamy się do dna. Kiedy nareszcie kosmetyk się kończy... Wtedy nie mogę się powstrzymać... I czy to krem, balsam, czy pomadka, zaczynam wieczorno - nocną wzmożoną aplikację. Potrafię wsmarować w siebie siedemnaście warstw*, aż uda mi się zużyć produkt do cna. Dla świętego spokoju wycieram do czysta np. słoiczek po kremie chusteczką. Po czym, z dumą (bez zbędnego uprzedzenia!) otwieram szufladę z zapasami i sięgam po lśniący nowością kolejny kosmetyk.

*kiedyś na pewno po takim zabiegu sturlam się z łóżka podczas snu, czekam tylko na ten dzień!

4. Pudełka, pudełeczka!
Chomikuję wszystkie. Przecież pokażę je Wam w filmie, albo wykorzystam i niczym MacGyver zbuduję z nich szafeczkę, czy coś. Serio, gdybym poukładała je jedno obok drugiego, to.. To mur chiński przy tym, był by krawężnikiem... Nie chce ktoś kupić? ;)

5. Poznańska oszczędność...
Niby mieszkamy w globalnej wiosce, a jednak na pewne zachowania ma miejsce naszego pochodzenia. Więc, kiedy coś spodoba mi się niezwykle - oszczędzam ile się da... Nie używam, ale oglądam i macam. Aż data ważności mija... (Data ważności ukryta pod hasłem np. 12M, co oznacza, że możemy stosować przez 12 miesięcy od otwarcia - a przez pół życia, myślałam, że gdybym taki np. balsam wylewała na podłogę jedną strużką, to starczyłby na 12 METRÓW! :D Wmawiam sobie, że nie wynika to z mojej głupoty... Wmawiam sobie!:)

Więcej grzechów nie pamiętam! I chociaż wstyd się przyznać, biorąc pod uwagę tematykę kanału jaki prowadzę, to jednak dowodzi to tylko temu, że kajmanowa też człowiek!

A jakie są Wasze grzechy? Musicie się nimi ze mną podzielić!

kajmanowa

sobota, 2 listopada 2013

O związkach, czyli bigos z majonezem!

Cześć Piękne i Piękni!
Dzisiaj post, do którego napisania zbierałam się bardzo długo i sama nie wiem jeszcze jak będzie on wyglądał i dokąd mnie zaniesie. Natomiast muszę (chcę..) wyjaśnić Wam parę spraw, na kilka pytań odpowiedzieć i udowodnić, że pomimo tego, iż bardzo chcę każdemu z Was pomóc i służyć dobrą radą, to jednak w tym temacie nie mogę być autorytetem. W tym temacie, czyli...? Czyli o związkach dzisiaj! Zapraszam!!

O moim związku trochę już wiecie, bo sama się przed Wami otworzyłam. Skoro liczę na to, że mi zaufacie, to chciałam Wam również pokazać kawałek ważnej części mojego życia. Zrobiłam to świadomie, po prostu nagrywając Boyfriend Tag (klik). Od tamtego czasu dostaję sporo maili z prośbą o pomoc. Jak się dogadać, co zrobić z chłopakiem, jak postąpić, aż wreszcie, jak stworzyć związek idealny. I powiem Wam całkiem serio, że sama chciałabym wiedzieć! Nie ma ideałów, no nie ma. Ze świecą szukać.. Nie ma idealnego faceta (oprócz tych z filmów, książek i ze snów;) tak jak i nie ma idealnych babeczek.

Jedliście kiedyś bigos z majonezem? Tak, Ciebie pytam! Nie? A ja uwielbiam. Na szczęście smakuje po stokroć lepiej niż wygląda. I tak, nadal czytasz post o związkach. Więc skąd bigos? Bo każdemu z nas odpowiada coś innego, w najróżniejszych sferach życia. Więc nawet jeśli będę próbowała podzielić się z Wami moją/naszą receptą na związek, to gwarancji nie daję, że i Wam zasmakuje! ;)

Do sedna kajmanowa, do sedna.. a zatem. Uchylmy rąbka tajemnicy!




Muszę zacząć od tego, że mój związek nie jest idealny. I bardzo się z tego cieszę. Jak nudno musiało by być, gdyby wszystko było by tak jak powinno. Mam swoje kryzysy, kłótnie, ba! nawet rozstania. Tak to bywa. To co o nas wiecie, to kropla w morzu, więc nie idealizujcie aż tak bardzo ;) Jednak pierwsza (dla mnie teraz  najważniejsza!) zasada brzmi - nigdy nie idźcie spać pokłóceni! Nigdy nie mamy pewności co się w życiu wydarzy. Trzeba mieć tego świadomość i lepiej wyjaśnić sobie wszystko, niż potem żałować, że nie będzie już nigdy więcej okazji do rozmowy. Rozmowy, która powinna być filarem, rozmowy o planach, marzeniach, o codzienności, najzwyklejszych sprawach. Ale też warto się czasami pokłócić, serio! Oczyścić atmosferę. Dać upust emocjom. Lepiej tak, niż któregoś dnia pęknąć i nie wytrzymać ciśnienia ;) Wystarczy dodać do tego dawkę uśmiechu, bo nie ma nic gorszego niż wiecznie niezadowolony malkontent, albo krzykacz! Na luzie, dajmy sobie prawo do własnego życia, żeby mieć swoją własną przestrzeń, żeby za kilka lat nadal mieć o czym rozmawiać. Nauczmy się przepraszać, godzić. Nauczmy się zabiegać o siebie każdego dnia. Raz na jakiś czas, wybierzmy się na randkę. Bo co z tego, że jesteśmy razem od lat? Mimo to, nadal pokazujmy sobie, że nam zależy, że chcemy więcej i bardziej. Ufajmy sobie nawzajem - chociaż nie bezgranicznie, bo tak nie można ufać nawet samemu sobie. Ale po raz kolejny - rozmawiajmy! i ustalmy zasady, granice. Jak można oczekiwać od drugiej osoby czegoś, skoro nigdy nie przyznaliśmy się, że tego chcemy? Zgadywać? Nie da się. Naprawdę trzeba po prostu rozmawiać. Otwierać się przed sobą i codziennie uczyć czegoś nowego o sobie. Czasami dać też za sobą zatęsknić, czasami cieszyć sobą 24 godziny na dobę. Jeśli my sami jesteśmy gotowi na związek, na miłość, to wiele pytań nie będzie się pojawiać. Albo inaczej - pojawiać będzie się ich mnóstwo, ale będziemy wiedzieć gdzie szukać odpowiedzi. 


Wiem, że nie jestem odkrywcza - bardziej chaotyczna i potłuczona. Ale jak inaczej opowiadać o uczuciach, o emocjach? Nie da się. Chociaż tutaj czuję się intymnie, to jednak wiele spraw jest tylko moich. I bez względu na to, czy masz lat 16 i problem z nowym chłopakiem, czy 28 i gdzieś się w życiu pogubiłaś szukając każdej deski ratunku - również niby idealnego związku kajmanowej; to nie umiem Ci pomóc, ani odpowiedzieć na pytania. Każdy jest inny i każdy poszukuje w życiu czegoś innego. Każdy ma też prawo do własnych prób i błędów. Ja również wiele takich popełniłam. I chcę Wam powiedzieć jedno - miejmy w sercu szacunek do drugiej osoby, cierpliwość i miłość. Miłość? Czym ona jest? Czymś niewytłumaczalnym, nieuchwytnym. Może tym, że tylko On śmieje się z moich żartów, może..

Mam głęboką nadzieję, że chociaż jedna osoba będzie z tego wpisu zadowolona, jedno z Was znajdzie tu odpowiedź na zadawane mi pytanie. Jest to moja forma podziękowania za to, jakim obdarzacie mnie zaufaniem zwierzając się ze swoich osobistych, sercowych przeżyć. 

A Ty? Masz receptę na związek idealny?
kajmanowa